Kawiarnia literacka

Polska po grecku
Sam do teatrów nie chodzę, bo wiem, że bym się zdenerwował.

Rzadko działa na mnie ta „magia”, a oglądanie z bliska ludzi męczących się, mówiących coś z pamięci, w dodatku najczęściej nago, jest arcyżmudną czynnością, aczkolwiek z pozoru bierną. Zaraz zaczynam drapać się, obgryzać sobie palce, przekładać nogę z nogi na nogę, co owocuje kopnięciem w nogę sąsiadki etc. Udziela mi się to zdenerwowanie panujące na scenie, ta ich trema, bo przecież wiadomo, że nawet Teresa Budzisz-Krzyżanowska jest przed wyjściem na scenę jak sparaliżowana, a co dopiero Sandra Korzeniak, uspokajająca się piciem wódki, którą pozwolił jej pić reżyser albo co gorsza nakazał, więc ona tak czy owak pije, a on mierzy ją wzrokiem surowym z ostatniego rzędu i coś tam burczy pod nosem, żeby ją jeszcze bardziej zdenerwować.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną