Recenzja książki: Jakub Żulczyk, "Zmorojewo"

Miasto widmo
Żulczykowi udało się napisać rzecz wciągającą, dowcipną, atrakcyjną.
materiały prasowe

W lesie kryje się zło. Granica jest coraz bardziej krucha, a strażnicy bezradni. Zaczynają ginąć ludzie. Leśniczy zjadł swój własny język. Na pewnym portalu pojawiło się zdjęcie miasta widma. W tak newralgicznym momencie do położonych nieopodal Głuszyc przyjeżdża na wakacje Tytus, główny bohater „Zmorojewa”, najnowszej powieści Jakuba Żulczyka. To miały być najnudniejsze wakacje tysiąclecia. Kto mógł przypuszczać, że „bezsensowna aktywność na świeżym powietrzu” u nadpobudliwej babci zmieni się w mroczną przygodę?

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną