Recenzja książki: Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin, "Gajka i Jacek Kuroniowie"

Mąż i żona rewolucji
To jest książka o miłości na zapleczu rewolucji.
materiały prasowe

Grażyna Borucka miała 15 lat, gdy na obozie walterowskim poznała wychowawcę Kuronia. Nazwał ją Gajką i zakochał się na całe życie. Stworzyli związek, o którym dziś opowiada się legendy. Że byli parą wyjątkową, która wybrała trudne życie w imię ideałów. Wspierała się wzajemnie i trwała. Że do końca wyglądali tak, jakby przeżywali miesiąc miodowy. Mówiono: „Mąż i żona rewolucji” albo „Pierwsza para warszawskiej opozycji”.

Ale to nie była para partnerska. Jacek wciąż trafiał do więzienia, działał, a gdy wracał do mieszkania na ul. Mickiewicza, nie był domową podporą. Adorował kobiety, zarabiał mało, wydawał dużo. Żal mu było czasu na życie codzienne. I ona to znosiła. To był jej wybór, wkład w walkę z systemem. „Andrzej Kuroń, brat Jacka, pamięta, jak wszedł kiedyś do ciemnego domu i zastał Jacka siedzącego przy biurku, zapatrzonego w okno: – Jacuś, czemu ty tak siedzisz po ciemku? – Czekam na Gajkę, bo nie ma prądu. Wkrótce przyszła Gajka. – Nie ma prądu? – zapytała lekko. Podeszła do skrzynki z korkami, wcisnęła guziczek, zapaliło się światło. – Jak minął dzień? – pytała po chwili wesoło, rozpakowując zakupy”.

Jacek Kuroń nieraz musiał wybierać między Sprawą a życiem domowym. Bez wahania wybierał rewolucję. Siedział internowany, gdy w 1982 r. zachorowała żona, nieuleczalnie. Była szansa na leczenie za granicą. Napisał wtedy bez wahania Kiszczakowi: „Jeżeli trzeba ratować Gajkę, zrobię wszystko”. Tylko że Gajka rozumiała, iż wyjazd Kuronia do Włoch będzie potraktowany jako dezercja. Wyjazd nie uratowałby Gajki.

Sam Kuroń tłumaczył: Ludzie bez przerwy zakochują się w sobie, o, to żadna sztuka. Tyle że potem trzeba to rozdmuchać, wypielęgnować to tak, by na całe życie starczyło. Kuroniowie rozdmuchiwali umiejętnie tę trudną miłość. Robili to modelowo.

Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin, Gajka i Jacek Kuroniowie, Wydawnictwo Czerwone i Czarne, Warszawa 2011, s. 255

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj