Kawiarnia literacka

Stan nieważkości
Ptaszę śpiewa, drzewa okrywają się liśćmi, przepraszam, listowiem, wiosna się zaczyna, przepraszam, budzi! Jak co roku. Przynosząc, wraz z roztopami, wychodzące spod śniegu całe pokłady przestarzałej leksyki (zamiast utopić ją raz a dobrze z Marzanną), wszystkie te ptaszęta i listowia.

We mnie tymczasem, również jak co roku, budzi się jakieś nie do końca określone oczekiwanie, które długo próbowałem sobie wyjaśnić jako ogólną chętkę na to, żeby było ciepło, słonecznie i zielono, żeby pomidor pachniał i smakował pomidorem, a nie watą, żeby szparagi były świeże, a nie z puszki, i żeby dało się jeść śniadanie na balkonie. Ale chodzi o coś innego i dopiero ostatnio, dość przypadkowo, doszedłem do źródeł tego niewyraźnego oczekiwania.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną