Recenzja książki: Stephen King, "Czarna bezgwiezdna noc"
Normalność według Kinga
Po ostatniej monumentalnej powieści „Pod kopułą” Stephen King zdecydował się powrócić do mniejszej formy.
materiały prasowe

„Czarna bezgwiezdna noc” to trzeci już w jego karierze zbiór minipowieści, które mają zabrać czytelnika – jak twierdzi sam King – do „bardzo mrocznego miejsca”. Tym razem jednak mistrz grozy nie straszy nas siłami nadprzyrodzonymi, nawiedzonymi hotelami i morderczymi samochodami. W jego opowiadaniach zło czai się przede wszystkim w człowieku i jego trudnych do przewidzenia czynach. Choć fabuła kolejnych opowiadań może się wydać banalna – mąż morduje żonę, zgwałcona kobieta szuka zemsty, człowiek, któremu pozostało niewiele życia, podpisuje cyrograf z diabłem, a żona pod nieobecność męża odkrywa jego drugą naturę – to siłą powieści Kinga są wiarygodne postaci.

Niezależnie od tego, czy opisuje farmera żyjącego w Wisconsin w 1922 r. (w najlepszym zresztą opowiadaniu z całego cyklu), czy autorkę kryminałów z Nowej Anglii, udaje mu się stworzyć trafne portrety psychologiczne bohaterów. Nie rezygnuje też ze swojego charakterystycznego, pełnego dygresji i szczegółów sposobu opisywania rzeczywistości. I niezależnie od tego, że najlepiej wychodzą mu sytuacje zupełnie normalne, do których groza wdziera się jakby przypadkowo, królowi horroru udaje się nas niejeden raz przestraszyć. To właśnie czyni „Czarną bezgwiezdną noc” książką idealną do czytania w jasne, słoneczne dni.

Stephen King, Czarna bezgwiezdna noc, przeł. Krzysztof Obłucki, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2011, s. 488

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj