Recenzja książki: Philip Roth, "Upokorzenie"

Anty-Roth
Stary aktor odgrywa przed nami swoją klęskę, ale nie sposób się tym przejąć.
materiały prasowe

Jeszcze niedawno dostawaliśmy nową powieść Rotha mniej więcej co rok – teraz doszło do takiego przyspieszenia, że niemal co miesiąc ukazuje coś nowego. Po „Wzburzeniu” i „Faktach” dostajemy „Upokorzenie”, kolejną nowelę z roku 2009 opowiadającą o niszczącej sile pewnych decyzji. O ile jednak we „Wzburzeniu” mieliśmy Rotha w najwyższej formie, to „Upokorzenie” wygląda na niezamierzoną autoparodię. Zamiast wieloznaczności i ironii mamy tu stereotyp tego pisarstwa.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną