szukaj
Recenzja książki: Wiktor Hagen, "Długi weekend"
Detektyw, którego lubimy
Co by było, gdybyśmy przed podróżą, zamiast czytać przewodniki, naczytali się miejscowych kryminałów?
Materiały prasowe

Powieść kryminalna już dawno przestała być rozrywką i stała się pretekstem do obserwacji społecznych. Współczesny kryminał to pamiętnik kraju i miasta; to tajne, niedostępne dla turystów, a czasem i mieszkańców, archiwa rzeczywistości. „Długi weekend” jest kolejną, po „Granatowej krwi”, opowieścią Wiktora Hagena o współczesnej Polsce. Tej, którą wszyscy znamy, i dla której nie ma miejsca w środkach przekazu ani przewodnikach. Polska według Hagena jest krajem afrykańskim, w którym przeszczepione z Zachodu wzorce, nałożone na szlachecki honor i postkomunistyczną przeszłość, dały groteskę, z którą codziennie się zmagamy. Widać to choćby w wątku kuchennym.

Główny bohater komisarz Nemhauser dorabia po godzinach, gotując w modnej restauracji. O losie człowieka decyduje tu humor szefa, przypadek i znajomości, a nie wymyślone przez speców z Ameryki szczeble rozwoju osobistego i kariery. Komisarz Nemhauser nie jest cynicznym gliniarzem z problemem alkoholowym, typowym bohaterem, do jakich przyzwyczaiły nas współczesne kryminały. Jest zwyczajnym facetem, sąsiadem, mężem, ojcem bliźniaków; na głowie ma zakupy, awarię samochodu, raty… I tylko pracę ma niezwyczajną – robi w zbrodni. Autor postąpił przewrotnie. Stworzył detektywa, którego lubimy – jest rozmowny, potrafi przy tym słuchać, lubi dzieci, przepadają za nim kobiety. Mógłby zostać naszym kumplem, nawet przyjacielem. Tyle że ma do rozwiązania tajemnicę sprzed wielu lat. I tylko on może się z nią uporać.

Wiktor Hagen, Długi weekend, W.A.B., Warszawa 2011, s. 480

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj