Recenzja książki: Stanisław Lem, Sławomir Mrożek, "Listy 1956–1978"

Gry listami
Literacka zabawa dwóch inteligentnych pisarzy, którzy duszą się w polskim piekiełku.
materiały prasowe

Bracie w Bycie, przepraszam za brzmienie tego okrzyku wstępnego, ale nastroić pragnąłem lutnię mej duszy na ton wysoki, i tak mi się jakoś kiksnęło, a żebym miał wykręcać papier z maszyny i od nowa zaczynać – co to, to nie”. Tak zaczyna Stanisław Lem jeden z listów do Sławomira Mrożka. W innym liście płynnie przechodzi od stylu ewangelicznego, przez staropolszczyznę, do stylu Jana Błońskiego. Mrożek podejmuje grę i każdy list obu panów jest literackim majstersztykiem.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną