Recenzja książki: Cormac McCarthy, "Suttre"
Świat szmaciarzy
Tym razem McCarthy nie pogrąża swojego bohatera całkowicie, nie czyni też z niego potwora.
materiały prasowe

Cormac McCarthy zdołał nas już przyzwyczaić do swojego świata, w którym króluje rozpad, przemoc, nagie instynkty. Powieść „Suttree” z 1979 r. nie jest tak okrutna jak „W ciemność” czy „Krwawy południk”. Uważa się ją wręcz za najzabawniejszą jego książkę, co zaskakuje, bo po polsku jednak zbyt zabawnie nie brzmi. Za to bardzo malowniczy jest jego portret miejskiego półświatka, pijaków, prostytutek, bezdomnych. Rzecz dzieje się Knoxville w 1951 r., kiedy włóczęgów i pijaków mocno prześladowała policja. Sam McCarthy spędził w tym mieście kilka lat, żyjąc niemal bez pieniędzy, poznał je zatem od podszewki. Suttree, pijak, szmaciarz i wagabunda, mieszka na barce, żyje ze sprzedaży ryb, ma za sobą więzienie, nieudane związki i przez większą część akcji włóczy się bez celu po mieście i siedzi w barach. Jak to u McCarthy’ego, mamy długie szczegółowe opisy zgnilizny i śmietniska, na którym żyją bohaterowie.

Tym razem McCarthy nie pogrąża swojego bohatera całkowicie, nie czyni też z niego potwora. Suttree został skrojony trochę na podobieństwo Leopolda Blooma, bohatera „Ulissesa”, zresztą tutaj też, oprócz wędrówki, niesłychanie ważny jest język – mieszanka knajackiego żargonu, brutalizmów zmieszanych z poetyckimi i patetycznymi opisami. Opisy nie są jeszcze tak pretensjonalne jak w późniejszych książkach tego autora, a scenki rodzajowe, które tutaj tworzy, bywają mocne i przekonujące. Udana powieść, pozostawia jednak wątpliwość, czy oryginalność stylu i wizji świata nie jest jednak po prostu pisarską manierą, skoro powiela się w nieskończoność?

Cormac McCarthy, Suttree, przeł. Maciej Świerkocki, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2011, s. 665

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj