Recenzja książki: Roberto Bolano, "Trzecia Rzesza"

Wakacje z grami
Bolano, jak zawsze, portretuje przede wszystkim postaci z marginesu i wyrzutków.
materiały prasowe

„Trzecia Rzesza” ukazała się dopiero po śmierci Bolańo, choć należy do wczesnych książek Chilijczyka. Szczęśliwie nie jest to odrzut, który wydawca chciałby wcisnąć czytelnikowi jako „zaginione arcydzieło” wybitnego pisarza (jak było np. z „Wysłuchanymi modlitwami” Trumana Capote’a), tylko pełnowartościowa, dopracowana powieść.

Historię poznajemy za pośrednictwem dziennika Udo Bergera. 25-letni Niemiec wyjeżdża ze swoją dziewczyną Ingeborg na wakacje do nadmorskiej miejscowości w Katalonii. Tam spotykają parę rodaków i kilkoro miejscowych. Spędzają z nimi czas, imprezują, korzystają z wolności. Szkopuł w tym, że Udo większą namiętnością niż swoją partnerkę darzy tytułową grę planszową, która toczy się w realiach II wojny światowej. Właściwie całe jego życie obraca się wokół „Trzeciej Rzeszy”. Związani są z nią jego znajomi, Udo współpracuje też z periodykami poświęconymi grom planszowym. Wakacje kończą się w cieniu tragedii. Wszyscy wyjeżdżają, ale Udo postanawia zostać, by stoczyć rozgrywkę z tajemniczym Poparzonym, który przywodzi na myśl Mefistofelesa. Wraz z każdą turą stawka rośnie.

Bolańo, jak zawsze, portretuje przede wszystkim postaci z marginesu, wyrzutków, dziwaków lub – w najlepszym razie – osoby głęboko nieszczęśliwe. Czyni to z właściwym sobie mistrzostwem. Wśród jego książek „Trzecia Rzesza” to właściwie rzecz marginesowa, ale przykuwa uwagę czytelnika od pierwszej do ostatniej strony i znakomicie pokazuje, jak cienka jest linia oddzielająca uzależnienie od szaleństwa. Miłośnikom prozy Chilijczyka „Trzecia Rzesza” pozwoli przetrwać oczekiwanie na przekład jego największego obok „Dzikich detektywów” dzieła – powieści „2666”.

Roberto Bolano, Trzecia Rzesza, przeł. Marta Szafrańska-Brandt, Muza, Warszawa 2011, s. 320

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj