Kawiarnia literacka

Ja, mi, mnie
„Tęsknię za sobą”, napisał w esemesie znajomy. Literówki chodzą po ludziach. „Tęsknisz za sobą?” – upewniłam się. „Brakuje mi siebie” – odpisał.

Postanowiłam przerwać zabawę w głuchy telefon, chwyciłam za swój i zadzwoniłam do niego. „O co ci chodzi?” – zapytałam. No i się zaczęło! Był zarobiony, zapracowany po pachy, nie miał się kiedy podrapać, zabrano mu nawet poranne rytuały, przecież każdy jakieś hołubi (kawa, herbata, gazeta, tapeta z uwzględnieniem konturówki). Kto mu je zabrał? Ci, którzy przystawili mu do pleców lufy terminów, narzucili deadliny, które naprawdę celnie brzmią, gdy je napisać tak, jak to właśnie zapisałam: „dead” i „liny”, czyli śmiertelne sznury, de facto stryczek („dynda, dynda stryczka cień, więc póki czas się zmień” – śpiewali Starsi Panowie w piosence zatytułowanej „Odrażający drab”).

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną