Recenzja książki: Kari Herbert, "Żony polarników"

Co czuje latarnia morska
Książka jest tym ciekawsza, że autorka wczesne dzieciństwo przeżyła w Arktyce poznając realia życia polarników na własnej skórze.
materiały prasowe

Byłem na kilku latarniach morskich. W tym także na dalekiej północy, na maleńkiej norweskiej wyspie. Wszystkie latarnie najwyraźniej „czuły”, że są niepotrzebne. Tylko jedna z nich mogła czuć się dalej kochana i zadbana, była bowiem małym muzeum.

Po tych wizytach przeczytałem książkę młodej dziennikarki i podróżniczki Kari Herbert, córki jednego z najsłynniejszych polarników XX wieku sir Wally’ego Herberta.  I to ona właśnie użyła tej latarniowej metafory, pisząc: „Zarówno moja matka, jak i inne żony polarników były dla swoich mężów niczym latarnie morskie.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną