Recenzja książki: Eileen Chang, "Gorzkie spotkanie"
Pożegnanie z przeszłością
Chang pisała do późniejszych spadkobierców jej spuścizny literackiej, że powieść należy zniszczyć.
materiały prasowe

„Gorzkie spotkanie” ukazało się dopiero przed dwoma laty, 14 lat po śmierci Eileen Chang, jednej z najwybitniejszych pisarek XX w. W ciągu paru dni rozszedł się w Chinach cały 300-tysięczny nakład, a dwa kolejne wydania pojawiły się już po tygodniu. Chang opowiada tutaj – opartą w dużej mierze na własnych przeżyciach – historię Julii Sheng, koncentrując się przede wszystkim na związkach z mężczyznami i skomplikowanych relacjach z bliskimi. We wszystko wkracza historia i konwenanse, które nawet w zeuropeizowanej rodzinie odgrywają dużą rolę. Książka przynosi także obraz Chin z pierwszej połowy ubiegłego stulecia. To kraj, który miota się między nowoczesnością a tradycją, między wpływami brytyjskimi, japońskimi, nacjonalizmem i komunizmem. Gmatwanina relacji rodzinnych (całkowicie odmiennych od europejskich) i politycznych niuansów może czytelnika przytłoczyć, ale wraz z rozwojem fabuły łatwiej się w nich zorientować. Porywa zaś niebywała intensywność emocji, rozpiętych między niedomówieniem a dosadnością, a także zmysłowość tej prozy.

Historia publikacji „Gorzkiego spotkania” przypomina pozornie dzieje rękopisów Kafki, które ocalały dzięki Maksowi Brodowi. Chang pisała do późniejszych spadkobierców jej spuścizny literackiej, że powieść należy zniszczyć, ale też w wielu innych miejscach dawała do zrozumienia, że mogłaby się ona ukazać, gdyby tylko została poprawiona i zredagowana. Chińskiej pisarce to się nie udało, książka przeleżała w szufladzie ponad 30 lat, a otrzymujemy ją w pierwotnym wariancie. Chang nie chciała jej publikować przede wszystkim ze względu na wyraźne ślady autobiograficzne. To bowiem jej najbardziej osobista powieść.

Eileen Chang, Gorzkie spotkanie, przeł. Katarzyna Kulpa, W.A.B., Warszawa 2011, s. 336

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj