Recenzja książki: Chuck Pfarrer, "Operacja Geronimo"
Zabili go, bo uciekł
Książkę Pfarrera o likwidacji wroga numer 1 Ameryki czyta się jak dobry thriller polityczny.
materiały prasowe

Bin Laden odrzucił koc, którym był przykryty. Kiedy postawił stopy na podłodze, poczuł, że dom drży. Miał przed sobą dziewięćdziesiąt sekund życia” – te trzy zdania byłyby świetnym początkiem książki Chucka Pfarrera „Operacja Geronimo”. Czytelnik musi jednak przebrnąć przez 302 strony, żeby dojść do tego fragmentu – do końca książki zostaje już zaledwie 37. Czy to dyskwalifikuje ją jako relację z likwidacji wroga numer 1 Ameryki? Trochę tak, bo o samej akcji za dużo się nie dowiemy. Czy wobec tego nie warto jej czytać? Przeciwnie. Pfarrer to człowiek, który od podszewki zna kulisy funkcjonowania nie tylko SEAL, ale również innych służb. Z „Operacji Geronimo” znacznie więcej można dowiedzieć się o CIA niż o samym ibn Ladenie, którego tropili.

Animozje, zwłaszcza personalne, gry interesów poszczególnych organizacji rządowych zabiegających o wzmocnienie swojej pozycji, często kosztem osłabienia pozycji innych służb, no i ogromna opozycja wobec prezydenta Obamy. Książkę Pfarrera czyta się jak dobry thriller polityczny. Z tą tylko różnicą, że wiele wskazuje na to, że to thriller z niewielkim wsadem fikcji. Dla czytelnika to oczywiście cenny bonus. Dodatkową wartością jest dobrze opisany wątek powstawania najbardziej elitarnego oddziału SEAL – Team Six. Wiele w tej opowieści analogii do naszego GROM. Tym bardziej warto sięgnąć po tę książkę.

Chuck Pfarrer, Operacja Geronimo, przeł. Łukasz Müller, Michał Romanek, Znak literanova, Kraków 2012, s. 348

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj