Fragment książki: "Duchy Belfastu"
To co, jak myślisz, kto załatwił McKennę? – spytał McSorley. Obrócił kierownicę w lewo. Campbell obejrzał się przez ramię. Na zimnej podłodze furgonetki leżał starszy mężczyzna z głową owiniętą poszewką od poduszki. Jęczał cicho.
W.A.B./materiały prasowe

– Nie przejmuj się nim – rzucił McSorley. Campbell znów skierował uwagę na wijącą się przed nimi wiejską drogę. Odruchowo wcisnął stopę w wytarty dywanik, starając się zahamować za McSorleya. Przez cały dzień czekał, aż zadzwoni jego komórka. Z trudem powstrzymywał się od sprawdzania połączeń co dziesięć minut. Męczyło go oczekiwanie.
– No i jak? – dopytywał McSorley. – Co myślisz?
– Ktokolwiek to zrobił, musiał być jebanym szaleńcem – odparł Campbell.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną