Fragment książki: „Wypalanie traw”
Dzień wyborów był pogodny i ciepły. Zupełnie nie przypominał końca świata, jaki przepowiadał Eugène Terre’Blanche. Na rogatkach Ventersdorpu, naprzeciwko stacji benzynowej, wbita w czerwoną ziemię tablica informowała przyjezdnych, że wkraczają na terytorium burskiej republiki. „Tu się zaczyna Volkstaat”, obwieszczał napis. Volkstaatem nazywali Burowie swoje państwo, ojczyznę.
Wydawnictwo Znak/materiały prasowe

Jeszcze na tydzień przed wyborami Ventersdorp pozostawał we władaniu brodaczy z białego bractwa, którzy z bronią w ręku patrolowali miasteczko, trzymali straż przed domem Terre’Blanche’a. Posterunki wzmacniali workami z piaskiem i otaczali zasiekami z drutu kolczastego. Miasteczko szykowało się na wojnę, a jego mieszkańcy wykupywali w sklepach świece i konserwy.

Ale kiedy przyszedł w końcu dzień wyborów, Terre’Blanche i jego żołnierze znikli, a wraz z nimi ich warowne posterunki.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną