Kawiarnia literacka
Wywiad z histerią
Z okładki książki „Wywiad z historią” spogląda na mnie Oriana Fallaci, dzięki której światowa opinia publiczna dowiedziała się całkiem sporo o mechanizmach władzy i ludziach sprawujących władzę.

Lata 70., konstytutywne dla tworzenia się nowoczesnej, geopolitycznej gry interesów, przyniosły nowy język dyplomacji. To nie był już tępy żywioł zimnowojennej retoryki, ograniczający się do logiki jądrowego szantażu. Globalna wioska, podzielona mocarstwowo, zaczęła poważne redefiniować pojęcia konieczne do opisu jej własnej kondycji. I tak Fallaci znalazła się w samym środku tygla, w którym politycy, możni tamtych lat, pichcili ze starych komponentów nowe potrawy. Stare komponenty to nieustanne mówienie o demokracji, wolności jednostek i narodów, nowe potrawy – to konkretne działania ofensywne, zabijanie demokracji, jednostek i wolności.

Logika procesu historycznego, zawsze powtarzalna w wymiarze interesów, represji i kłamstw mających na celu zdobycie i utrzymanie władzy, dla Fallaci była nie do przyjęcia. Ta kobieta zawsze wierzyła, że konkretny człowiek jest podmiotem historii. Naiwną wiarą o niezbywalnym prawie do wolności przekonań podzieliła się więc ze swoimi rozmówcami, wśród których znalazły się takie kreatury jak Hajle Syllasje, inkarnacja Boga i króla, czy William Colby, wieloletni szef CIA. Jak wiadomo, ani etiopski mesjasz, ani adwokacina Colby raczej nie podzielali entuzjazmu Fallaci dla takich wartości jak jednostka czy przyzwoitość. Z drugiej strony „Wywiad z historią” przypomina legendarne rozmowy z Willym Brandtem, Goldą Meir i Indirą Gandhi – ludźmi, którzy jak stygmat zapisali się w historii i sporo mówili o jednostce i przyzwoitości.

Te trzy osoby Fallaci potraktowała stosunkowo łagodnie. Dostało się natomiast Henry’emu Kissingerowi, Jasirowi Arafatowi, generałowi Giapowi i wszystkim politykom, dla których wojna jest regularnym instrumentem sprawowania władzy lub jej zdobycia. Dziś Fallaci ma dla wielu twarz opętanej nienawiścią do islamu aktywistki, która po zamachach na World Trade Center odmówiła prawa do istnienia sporej części ludności globu.

Jej wywiady z okresu świetności i sławy są jednak absolutnym zaprzeczeniem fanatyzmu. Są to po prostu przenikliwe analizy małości, mierności, cynizmu, rewanżyzmu, nienasyconych ambicji impotentów, których Fallaci widziała w co drugim swoim rozmówcy.

Zebrane w jednym tomie i wydane przez wydawnictwo Sfery teksty to fascynujący portret samej dziennikarki. Socjaldemokratki, feministki, intelektualistki, narcyza, dumnej obywatelki świata wielu kultur, wpływów, języków. To autoportret kreacyjny, świadoma stylizacja na ikonę, sumienie dekady, zawsze krytycznego recenzenta władzy, kogoś, kto z patrzenia na ręce władzy uczynił prawdziwą sztukę.

„Wywiad z historią” to również podzwonne dla zawodu. Rzecz jasna nie ma już takich dziennikarzy. Nie ma, bo po upływie prawie czterech dekad historia stała się zdecydowanie mniej pochwytna i zdecydowanie mniej dialogiczna. Historia przestała mieć historię, ma tylko wirtualną histerię. Kiedy Fallaci ustawiała się do rozmowy z Kissingerem, władza skupiona w jego osobie była namacalna, sprawdzalna w konkretnym działaniu wojsk amerykańskich w Wietnamie. Dziś, w technologicznych realiach wojen prowadzonych przez Amerykę, prawdopodobnie nikt nie popełniłby takiego błędu jak Kissinger – nie przyznałby się do decyzyjnej mocy sprawczej i wciskania guzika „attaca”.

Dziś polowanie na czarownice, dychotomiczny świat komunizmu i kapitalizmu, to nieledwie dalekie wspomnienia z czasów, kiedy dorastałem między meblościankami w bloku – owocu gierkowskiej myśli architektonicznej. Tym bardziej mocno brzmią mi w uszach takie słowa Fallaci: „dzisiejsza historia pisana jest w tej samej chwili, kiedy się dzieje”. Nie inaczej. Kiedy tylko przebrnie się przez realia polityczno-historyczne lat 70., opuści się konkretny wątek miejsca i czasu wydarzeń, rozmowy Fallaci odkrywają przed czytelnikiem swój charakter uniwersalny. Wystarczy tylko w postaci z przeszłości wtłoczyć dzisiejszych, światowych prominentów. To właściwie ten sam kukiełkowy teatrzyk, przy czym kukiełki jakby bardziej pozbawione tytułów mężów stanu, generalskich pagonów, królewskich szat.

Oriana Fallaci każdą z rozmów poprzedza wstępem, w którym dokładnie opisuje okoliczności wywiadu, pierwsze wrażenia, jakie zrobił na niej rozmówca. Ostentacyjnie zaznacza swoją silną pozycję, podmiotowość, równorzędność, poglądy, bardzo często wrogi stosunek. Te wstępy, rodzaj ataku wyprzedzającego, dziennikarskiej prewencji, to majstersztyki literackie. W przeważającej mierze ciekawsze niż to, co rozmówca ma do powiedzenia. Widać w tych tekstach przewagę, jaką czwarta władza ma nad władzą pierwszą. Fallaci dużo mówi o odpowiedzialności, jaka łączy się z jej profesją. Odpowiedzialności tej zabrakło Orianie Fallaci pod koniec życia, kiedy plotła to, co plotła.

Coś analogicznego przytrafiło się Zbigniewowi Herbertowi w prawicowym odlocie pod koniec życia, kiedy w delirycznych tyradach udowadniał, że prawie każdy Polak to ubek. Być może racjonalnym wytłumaczeniem bzdur antyislamskich Fallaci i bzdur antykomunistycznych Herberta jest właśnie histeria. Histeria wolnościowa, histeria zaangażowania w walkę o świat lepszy, bardziej sprawiedliwy, poddany globalnej korekcie dobra. A przede wszystkim przejrzysty w regułach gry.

Tego rodzaju utopijny świat nigdy nie był w zasięgu ludzkości, tym bardziej nie mógł się zjawić na żądanie Fallaci. Jednak ta Włoszka je zgłosiła. Powiedziała „nie” każdej władzy, w zamian nie oferując nic poza własnym buntem. Kogo dzisiaj stać na taki patos?

Krzysztof Siwczyk – jedyny w Polsce poeta, który jest jednocześnie krytykiem literackim, felietonistą oraz aktorem (zagrał świetnie głównego bohatera filmu Lecha Majewskiego „Wojaczek”). Wydał tomik poezji „Koncentrat” oraz zbiór esejów i felietonów zatytułowany „Ulotne obiekty ataku”. Pracuje w Instytucie Mikołowskim znajdującym się w domu, w którym mieszkał Rafał Wojaczek.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj