Recenzja książki: Terry Pratchett, "Niuch"
Wakacje z goblinami
Pratchett pod sporą porcją udanych dowcipów i wartkiej, trzymającej w napięciu akcji, przemyca dawkę niezbyt nachalnego dydaktyzmu
Wyd. Prószyński i S-ka/materiały prasowe

Choć „Niuch” jest 39 częścią „Świata Dysku”, to nie wydaje się, żeby czytelnicy byli cyklem Terry’ego Pratchetta znudzeni. I trudno im się dziwić – nawet jeśli angielskiemu prozaikowi zdarzały się słabsze pozycje, to szybko wracał do formy.

Bohaterem „Niucha” jest, znany z odsłon poświęconych Straży Miejskiej, komendant Samuel Vimes – człowiek, który postawił na nogi policję w Ankh-Morpork. Vimes kocha swoją pracę. Większym uczuciem darzy chyba tylko żonę, lady Sybil, kobietę bardzo mądrą i wpływową. Lady Sybil zmusza go w końcu do urlopu i wyjazdu na wieś. Jednak zamiast nudnych wakacji na miejscu czeka na Vimesa parada atrakcji czy raczej: kilka podejrzanych spraw. Tutejsza arystokracja – nieprzypadkowo przywodząca zresztą na myśl powieści Jane Austen – hołduje zasadom feudalnym. Sama stanowi prawa i je egzekwuje. Jeśli coś czyni, to wie, że ma rację. Nie interesuje jej to, że ktoś może przez to ucierpieć. A cierpią szczególnie gobliny, istoty w „Świecie Dysku” wyraźnie dyskryminowane, wykluczone ze społeczeństwa. Vimes musi się zmierzyć z własnymi przesądami i zapobiec eksterminacji goblinów.

Fikcyjny świat Pratchetta przypomina wiktoriańską Anglię, która stoi na progu wielkich zmian. Powieść można odczytywać jako antykolonialną i egalitarystyczną. Z pewnością należy ona do najlepszych odsłon „Świata Dysku”. To nie tylko świetna rozrywka, lecz również rzecz bardzo inteligentna. Pratchett pod sporą porcją udanych dowcipów i wartkiej, trzymającej w napięciu akcji, przemyca dawkę niezbyt nachalnego dydaktyzmu. Bawi czytelnika, a przy okazji uczy go tolerancji.

Terry Pratchett, Niuch, przeł. Piotr W. Cholewa, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012, s. 360

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj