Recenzja książki: Colum McCann, "Niech zawiruje świat"

Życiowa karuzela
Perspektywa dzisiejszego czytelnika, który wie, że WTC już nie ma, nadaje historii szlachetnej patyny.
materiały prasowe

Najlepsza książka zbudowana wokół wątku 11 września, która nie wspomina nawet jednym zdaniem o zamachach? Mieliśmy już realistyczną powieść „Spadając” Dona DeLillo. Mieliśmy skandalizujące, przepełnione seksem „Windows of the world" Frederica Beigbedera. Colum McCann, irlandzki pisarz mieszkający na stałe w Nowym Jorku, odchodzi od dosłownej perspektywy. Osią fabuły powieści „Niech zawiruje świat” czyni cyrkowy popis, jaki w sierpniowy poranek 1974 roku dał linoskoczek Philippe Petit, przechodząc na linie rozpiętej między dwiema wieżami World Trade Center, 110 pięter nad ziemią.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną