Fragment książki: „Nim nadejdzie mróz”
Nagle na jednej ze ścieżek pojawił się pies. Zwierzak był biały w czarne cętki, Linda nie pamiętała, jak nazywa się ta rasa. Zaraz za nim z zarośli wyłoniła się jakaś kobieta ubrana w pelerynę. Szła szybkim krokiem. Przywołała psa, po chwili podbiegł do niej drugi, podobny. Dostrzegłszy Kurta i Lindę, wzięła zwierzaki na smycz.
materiały prasowe

Kobieta miała po czterdziestce, była wysoką, urodziwą blondynką. Linda dostrzegła kątem oka, jak na widok pięknej kobiety jej ojciec niemal się przeobraża. Wyprostował plecy, uniósł głowę, by mniej widoczny był zwisający podbródek, wciągnął brzuch.
- Przepraszam panią - zagadnął. - Nazywam się Kurt Wallander, jestem z policji.
Kobieta obrzuciła go nieufnym spojrzeniem.
- Czy mogę zobaczyć pańską legitymację? - zapytała.
Kurt pogrzebał chwilę w portfelu, po czym w końcu wyjął z niego identyfikator.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną