Kawiarnia literacka

Pani Wotton i potęga smaku
To był środek ciepłej majowej nocy w centrum Berlina. Już nie pamiętam – z braku pieniędzy, choć bardziej prawdopodobne, że z oszczędności, jaką zaszczepiono wszystkim dzieciom Peerelu, wracaliśmy do hotelu pieszo.

Ja i mój druh – dwaj pisarze, niecieszący się w ojczystym kraju sławą na miarę naszego talentu, więc tutaj, na berlińskim bruku, rekompensujący to sobie z nawiązką. Spotkanie autorskie okazało się nader udane, afterparty – jeszcze bardziej. Szeroka ulica należała do nas, z czego korzystaliśmy tyleż nieświadomie, co skwapliwie. I naraz, gdy już, już wyostrzały się w oczach obrysy hotelu i pobliskiego Tacheles, otoczyły nas blondwłose, piękne syreny w alabastrowych, pikowanych kurteczkach, w dżinsowych spodniach i śnieżnobiałych kozaczkach.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną