Książki „kopane” na weekend

Strażnik piłkarskich mitów
Żeby rozumieć futbol tak jak Stefan Szczepłek, należy przynajmniej raz w życiu strzelić z przewrotki gola marzenie, ale też poczuć ból, gdy rywal się śmieje, a my płaczemy, choć miało być odwrotnie.
materiały prasowe

materiały prasowe

Szczepłek marzenie o byciu piłkarzem, mimo niemałych zadatków, porzucił w wieku szkolnym. Ale od pół wieku z błyskiem w oku ogląda mecze. Był na niejednym mundialu, widział w akcji najlepszych, wciąż jednak jest nienasycony – kiedy czuje zew, podejmuje niemały wysiłek podróżniczy, bo np. gra gdzieś młodzieżówka. To się nazywa uzależnienie.

„Żonglerka” to autorski wybór felietonów, które przez ponad 10 lat ukazywały się w „Rzeczpospolitej”. Oddają one stosunek Szczepłka do futbolu – jest w nich zachwyt nad artyzmem, tęsknota za dawnymi czasami i ludźmi, niezgoda na handlowanie wartościami. Są to kawałki mądre, wzruszające, ironiczne, zabawne, a kiedy trzeba – cięte. Ale Szczepłek najlepiej czuje się jako strażnik mitów i wyznawca wiary.

Za jego nieuleczalną miłość do futbolu odpowiada między innymi Kazimierz Deyna. Szczepłek był jednym z jego najbliższych przyjaciół i niedługo po śmierci „Kaki” (w 1989 r.) poświęcił mu biografię. Teraz dostajemy jej wersję rozszerzoną i uaktualnioną. „Deyna” to coś więcej niż potwierdzenie, że ów był wielkim piłkarzem oraz kruchym człowiekiem – zamkniętym w sobie i nieodpornym na pokusy życia, które w końcu przyczyniły się do jego tragicznego końca. To również opowieść o ludziach ze złotego pokolenia polskiej piłki: z jednej strony słusznie wywyższanych do rangi bohaterów, ale z drugiej – uwikłanych w tamtejszą rzeczywistość i w sensie sportowym tragicznych, bo spędzających najlepsze lata w socjalistycznej ojczyźnie.

Stefan Szczepłek, Żonglerka, Oficyna Wydawnicza Przybylik, Warszawa 2012, s. 272. Ocena: 5/6
Stefan Szczepłek, Deyna, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2012, s. 288. Ocena: 5/6

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj