Recenzja książki: Maciej Sieńczyk, "Przygody na bezludnej wyspie"

Popsute ciała
Są komiksy, powieści graficzne i tradycyjne, jest i Maciej Sieńczyk, zjawisko osobne.
„Przygody na bezludnej wyspie” to opowieść szkatułkowa, przywołująca „Rękopis znaleziony w Saragossie”.
materiały prasowe

„Przygody na bezludnej wyspie” to opowieść szkatułkowa, przywołująca „Rękopis znaleziony w Saragossie”.

Są komiksy, powieści graficzne i tradycyjne, jest i Maciej Sieńczyk, zjawisko osobne. Nie tylko dlatego, że jego kreskę od razu rozpoznajemy, podobnie jak jego z lekka pokraczne postaci i groteskowe sytuacje. Niezwykłe jest to, że w trzeciej książce, po „Wrzątkunie” i „Hydroli”, słowa działają równie silnie jak obraz. „Przygody na bezludnej wyspie” to opowieść szkatułkowa, przywołująca „Rękopis znaleziony w Saragossie” – pojawia się nawet pewien Hiszpan z Kadyksu.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną