Recenzja książki: Etgar Keret, "Nagle pukanie do drzwi"
Keret bez tabu
Lektura jednorazowego użytku, która świetnie się sprawdzi w tramwaju czy autobusie.
materiały prasowe

To dziś najbardziej znany izraelski pisarz średniego pokolenia i zarazem jeden z niewielu prozaików – z wyjątkiem Amosa Oza i Dawida Grosmana – rozpoznawalnych poza swoją ojczyzną. Autor „Rur” Etgar Keret swoją pozycję w literackim świecie zawdzięcza krótkim historiom, często absurdalnym, nieco w stylu Rolanda Topora makabrycznym, wreszcie – przesyconym odwołaniami do popkultury. Trzeba podkreślić niezwykłą wyobraźnię izraelskiego prozaika. Wciąż potrafi wymyślić coś świeżego, jakby źródła, z których czerpie pomysły, były niewyczerpane. Dowodem nowy tom opowiadań „Nagle pukanie do drzwi”, który nie przynosi co prawda zasadniczej zmiany, ale nie powinien też zawieść miłośników pisarza. Dla Kereta nie istnieje żadne tabu. Świetnie operuje językiem mówionym, choć nie jest wielkim stylistą. Siła jego nowelek opiera się raczej na dowcipie, zaskoczeniu, grotesce, pewnej dozie magicznego realizmu (albo makabrycznego surrealizmu). Te środki zdają się służyć przede wszystkim odcięciu się od grozy świata (lub jej oswajaniu), szczególnie świata Keretowi najbliższego, w którym – jak i w jego opowiadaniach – życie od śmierci oddziela cienka linia, a o wszystkim decyduje przypadek. W tomiku złożonym z 38 opowiadań można wskazać ledwie kilka słabych. Inna rzecz, że to raczej lektura jednorazowego użytku, która świetnie się sprawdzi w tramwaju czy autobusie.

Etgar Keret, Nagle pukanie do drzwi, przeł. Agnieszka Maciejowska, W.A.B., Warszawa 2012, s. 264

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj