Recenzja książki: James Schuyler, "Trzy poematy"
Życie na kolację
Schuyler umieszcza w wierszu wszystko, co tylko jest w zasięgu ręki, nie tylko ukochane kwiaty, ale i jedzenie.
materiały prasowe

Ten rok należy do Jamesa Schuylera. Najpierw dostaliśmy jego świetną powieść „Co na kolację?”, a teraz kluczowe „Trzy poematy”. Schuyler był najmniej znanym z grona nowojorskich poetów, do którego należeli John Ashbery, Keneth Koch i Frank O’Hara. Nieśmiały samotnik, bywalec szpitali psychiatrycznych, pomieszkiwał też w słynnym Chelsea Hotel w Nowym Jorku. Najwięcej pisał w latach 70., w czasach rozkwitu ruchu gejowskiego (miał ksywkę „Dorabella”), ale pierwszy raz publicznie wystąpił dopiero w 1988 r., trzy lata przed śmiercią. To było święto dla jego czytelników. Teraz my doczekaliśmy się swojego – kiedy możemy poznać te najniezwyklejsze wiersze w pięknym przekładzie.

Schuyler całe życie był raczej w złym stanie, ale jednocześnie jak nikt inny potrafił pisać przekonująco o przyjemnościach, o radości i o pięknie. „Życie skąpi nam zwierzeń o sobie, ale w ogrodzie są teraz /Żonkile w pełnej krasie i to wystarczy”. Widać, że te poematy powstały w różnych czasach – „Hymn do życia” w 1974 r., „Poranek poematu” w 1980 r., a „Parę dni” w 1985 r. Tonacja staje się coraz ciemniejsza, ale cały czas ramy poematu rozsadza żywioł życia.

Schuyler umieszcza w wierszu wszystko, co tylko jest w zasięgu ręki, nie tylko ukochane kwiaty, ale i jedzenie, „dmuchanie”, gadanie. Zastanawiają go sposoby mówienia: „Że to, co się mówi, jest /Jedynie w słowach/I jedynie słowa są /Tym co się mówi”. W tych poematach trwa nieustająca rozmowa o tym, co widać i czuć, pojawia się matka, kochankowie, ale i listy zakupów. „Ty”, do którego się mówi, należy do konkretnych przyjaciół i do czytelnika. Schuylerowi, podobnie jak Białoszewskiemu, udało się zapisać samo dzianie się. Tym bardziej intensywne, że w tle jest cały czas cień śmierci. Mamy tylko parę dni, a jest tyle do przeżycia. „Życie jako/nieustanna przekąska. Jeszcze jedna kanapka z szynką w sałatce i pa pa”. Ten ostatni poemat jest ćwiczeniem w śmierci i przywoływaniem życia, w którym wszystko jest pyszne. Teraz możemy zrozumieć tytuł powieści „Co na kolację?”. Na kolację mamy życie.

James Schuyler, Trzy poematy, przeł. Marcin Sendecki, Andrzej Sosnowski, Bohdan Zadura, Biuro Literackie, Wrocław 2012, s. 106

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj