Recenzja książki: James Schuyler, "Trzy poematy"

Życie na kolację
Schuyler umieszcza w wierszu wszystko, co tylko jest w zasięgu ręki, nie tylko ukochane kwiaty, ale i jedzenie.
materiały prasowe

Ten rok należy do Jamesa Schuylera. Najpierw dostaliśmy jego świetną powieść „Co na kolację?”, a teraz kluczowe „Trzy poematy”. Schuyler był najmniej znanym z grona nowojorskich poetów, do którego należeli John Ashbery, Keneth Koch i Frank O’Hara. Nieśmiały samotnik, bywalec szpitali psychiatrycznych, pomieszkiwał też w słynnym Chelsea Hotel w Nowym Jorku. Najwięcej pisał w latach 70., w czasach rozkwitu ruchu gejowskiego (miał ksywkę „Dorabella”), ale pierwszy raz publicznie wystąpił dopiero w 1988 r.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną