Recenzja książki: Mitch Winehouse, "Amy. Moja córka"

Amy i emocje
Kronikarze znajdą tu dużo nieznanych drobiazgów z życia Amy Winehouse.
materiały prasowe

Słowa uznania dla wydawców, którzy zdążyli przed rocznicą śmierci Amy Winehouse – wspomnienia jej ojca dostaliśmy prawie w dniu brytyjskiego wydania. Mitch Winehouse, najpierw sprzedawca okien, potem taksówkarz, był postacią ważną dla kariery córki – podsycał jej zainteresowania muzyczne, płacił za szkoły artystyczne, starał się pomagać na początku. Próbował zrekompensować jej rozpad rodziny – odszedł od matki Amy, co w książce opisuje w dość cukierkowy i pełen samousprawiedliwień sposób. Jego obraz córki też jest skażony ojcowskim idealizowaniem, ale między wierszami czytamy o dziewczynie, która od początku próbowała zwrócić na siebie uwagę – choćby regularnie symulując krztuszenie się.

Ta książka to wspomnienia relacji ojca i córki. Kronikarze znajdą tu dużo nieznanych drobiazgów, ale praktycznie nie istnieje w tej opowieści Janis, matka Amy, niezbyt przekonująco brzmią też opisy towarzystwa, w którym się obracała wokalistka. Mitch lubił i rozumiał – przez skojarzenia z cenionym przez siebie jazzem – płytę „Frank”, późniejszą twórczość córki, tę najciekawszą, opisuje bardziej zdawkowo. Jego uwagę w dalszym ciągu opowieści zaprząta coś innego – kreśli ponury obraz Blake’a Fielder-Civila, chłopaka, a później męża Amy, i jego rodziców. Na naznaczoną wątkami romansu z Blake’em płytę „Back To Black” nie potrafi patrzeć bez dostrzegania kontekstu. „Najlepiej sprzedający się brytyjski album XXI w. opowiada o najbardziej pożałowania godnej szumowinie, jaką stworzył Bóg” – pisze. U ojca Amy też z trzeźwą analizą wygrywają emocje.

Mitch Winehouse, Amy. Moja córka, Wydawnictwo Sine Qua Non, Kraków 2012, s. 304

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj