Fragment książki: „Poniedziałkowe dzieci”
Gdy byłam mała, matka zabierała mnie na spacery do Humboldt Park, nad brzegiem Prairie River.
materiały prasowe

Zachowałam mgliste – niczym na szklanych kliszach – wspomnienia starego hangaru na łodzie, okrągłej muszli koncertowej, garbatego kamiennego mostka. Wąski nurt rzeki rozlewał się w szeroką lagunę, a na jej powierzchni zobaczyłam istny cud. Z kryzy białych piór wznosiła się długa, wygięta szyja.
– Łabędź – powiedziała matka, wyczuwając moje podekscytowanie.
Przemknął po jasnej wodzie, trzepocząc wielkimi skrzydłami, i wzniósł się w niebo.

Łabędź.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną