Fragment książki: „Muzeum porzuconych sekretów”
...Szpital czy co?... Białe fartuchy, nie, nie fartuchy, prześcieradła jakieś owinięte wokół ciał, dziwne... Chyba jednak szpital...
materiały prasowe

Czarny opel kadet, cóż za elegancki samochód; czarne mundury, błyszczące daszki kaszkietów, dokąd oni mnie wiozą?...

Obudź się, Adrianie.

(Kadr gwałtownie oddala się, jak w ciemny tunel – maleje aż do maleńkiej plamki; gaśnie.)

Jeszcze chwilę poleżeć z zamkniętymi oczami, wsłuchując się, po omacku badając pokój, wwąchując się w znajome zapachy: to mój pokój. W łóżku obok mnie pusto – wyciągnięta ręka niczym odrąbana upada na zmiętą poduszkę, z piersi wydostaje się głuchy pomruk protestu, który ostatecznie rozbudza: głos też jest mój.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną