Recenzja książki: Salman Rushdie, "Joseph Anton. Autobiografia"

Czekając na śmierć
14 lutego 1989 r. był dniem, którego Salman Rushdie nie zapomni nigdy. Autor „Dzieci północy” przybył właśnie na pogrzeb swego przyjaciela, zmarłego na AIDS Bruce’a Chatwina. Paul Theroux zażartował: „Podejrzewam, że w przyszłym tygodniu spotkamy się tu z twojego powodu, Salman”. Chwilę wcześniej świat obiegła wieść o fatwie ogłoszonej przez ajatollaha Chomeiniego. „Szatańskie wersety” przypomniały światu, że literatura może być rzeczą najwyższej wagi, choć zrobiły to w sposób nazbyt dosłowny, czyniąc z niej sprawę życia i śmierci.
materiały prasowe

Rushdie zawsze był apostołem racjonalizmu. Odziedziczył to po ojcu. Religię traktował jak najbardziej serio, ale jako przedmiot intelektualnej refleksji. Publicznie pojawił się znowu dopiero na koncercie U2 w 1993 r. Przez dziewięć lat klątwa obowiązywała, a Rushdie przedzierzgnął się w Josepha Antona. Teraz jego głowę wycenia się na 3,3 mln dol.

Pisarz opowiedział o sobie w trzeciej osobie, dzięki czemu pozbawił być może zajęcia przyszłych biografów.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj