Recenzja książki: Zyta Oryszyn, "Ocalenie Atlantydy"

Głos z podziemia
Zyta Oryszyn debiutowała, mając za męża sławnego Edwarda Stachurę, jednak jej pisarstwo nie zdradza związków z heroicznym „życiopisaniem” polskiego bitnika.
materiały prasowe

Chodzą słuchy, że kiedy poecie pociąg obciął cztery palce, ofiarna żona szykowała swoje do podziału. Jako pisarka nie epatuje oddaniem. Próbuje metody wyrażania napięć pomiędzy „krajobrazem wewnętrznym”, najintymniejszymi sferami a rzeczywistością dziejową. Cechująca Oryszyn niezłomność dochodzi do głosu w latach 80., kiedy wycofuje się ze swoimi książkami do podziemia, z którego wychodzi dopiero dziś. Pomieszczona w tym tomie „Madam Franken­sztajn” to zjawiskowa, surowa proza ujawniająca kontrast plastycznego dziewczęcego umysłu z nędzą stalinowskiej Polski.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną