Kawiarnia literacka

Rozmowa o telefonach
Do mnie na stacjonarny dzwonią pięć razy dziennie z pytaniem, czy mogą „rozmawiać z osobą decyzyjną w sprawie telefonu”. To ja. Ścigają mnie, bo za miesiąc skończy mi się umowa.

Za każdym razem informują, że w trosce o moje bezpieczeństwo nasza rozmowa będzie nagrywana. I pytają, czy podjąłem już decyzję.

– Nie. Wciąż się zastanawiam.

– Ale nad czym, panie Mikołaju? Szczerze mówiąc, to najlepsza możliwa oferta na rynku – powtarzają mi setny raz jej szczegóły.

Pewnie muszą to robić właśnie dlatego, że rozmowy są nagrywane.

– Tylko że prócz was już nikt do mnie nie dzwoni na telefon stacjonarny – odpowiadam. – Wszyscy dzwonią na komórkę. A moja mama ma już nawet Skype’a.

Ten argument ich nie przekonuje. Proponują, żebym w takim razie podpisał umowę od razu na dwa lata, bo wtedy wyjdzie mi taniej miesięcznie.

Zresztą może mają rację, że jeszcze czasem ktoś inny do mnie dzwoni. Na przykład zadzwoniła pani i spytała, czy może rozmawiać z Lilianą Sobczak.

– W jakiej sprawie?

– Chciałam poinformować panią Lilianę, że z okazji rocznicy beatyfikacji Jana Pawła II pojawiła się w sprzedaży platerowana złotem moneta okolicznościowa, wybita przez Skarbiec Królewski w limitowanym nakładzie tysiąca sztuk na całą Polskę. Na awersie monety znajduje się popiersie Jana Pawła II z napisem „Santo Subito”, a na rewersie...

– Rozumiem, ale...

– Na rewersie jest herb Watykanu. Moneta posiada certyfikat oryginalności.

– Ale...

– Do monety dołączana jest w prezencie książka „Błogosławiony Jan Paweł II. Opowieść o świętości”. 220 stron. Całkowity koszt zestawu wyniósłby jedynie 189 zł. W tym dla pani Liliany wysyłka kurierem gratis.

– Dziękuję – powiedziałem. – Ale babcia od 15 lat nie żyje.

– Przykro mi – pierwszy raz jej głos nie zabrzmiał mechanicznie, zamilkła na chwilę i zdążyłem nawet pomyśleć, że może już nic więcej nie powie. Dodała jednak:

– Przepraszam, ale tak to jest, jak się pracuje ze starą bazą danych.

A do mnie na komórkę regularnie dzwonią doradcy inwestycyjni – powiedział Michał, który jest fotografem. – Mówię im, że gdyby znali stan mojego konta, nie traciliby na mnie czasu. Zresztą ostatnio to już naprawdę mnie wkurzyli. Doradzili mi inwestowanie w sztukę. Wyobrażacie sobie. A przecież to moja praca, wciąż inwestuję w nowe aparaty, obiektywy, odbitki. Od lat bez przerwy na tym tracę pieniądze. Nie chciałem się awanturować, poprosiłem tylko, żeby więcej się ze mną nie kontaktowali. Ale oni nie przestali. Za każdym razem tłumaczę im, że już ich prosiłem, że obiecali, a oni mówią, że pewnie prosiłem tych z Gdańska albo z Krakowa. A oni przecież ich nie znają, bo dzwonią z Bydgoszczy.

– I cały czas dzwonią?

– Tak, w dodatku też zawsze powtarzają: Panie Michale, mamy dla pana to, panie Michale, tamto, panie Michale, najlepsza dostępna lokata na rynku. Strasznie mnie to denerwuje. Raz zapytałem, czy specjalnie tak ich szkolą, żeby w kółko powtarzali moje imię. Zupełnie niepotrzebnie zapytałem, bo przecież wiem, że na pewno tak jest.

– Nie, oczywiście, że nie – powiedziała pani. – Po prostu mój brat ma też Michał na imię, więc dlatego tak mówię do pana.

– A ja do Orange napisałem – wolno, wyraźnie i z włoskim akcentem opowiadał Roberto z Mediolanu, który od dawna pracuje w Polsce jako producent telewizyjny. – Napisałem podanie, żeby więcej do mnie nie dzwonili z żadnymi ofertami. Osobiście im je zaniosłem. Odstałem pół godziny w kolejce do punktu obsługi klienta.

– I przestali?

– Nie. Dlatego znalazłem lepszy sposób. Teraz, jak dzwonią, to już z nimi grzecznie nie rozmawiam, tylko od razu wyzywam. „Witam, tu Piotr Tucholski, Orange się kłania”. A ja: ty chu... pier... w mordę wyjeb... ty! Dopiero to na nich zadziałało.

– Przestali?

– Raz tylko jeden oddzwonił. Spytał, dlaczego w tak niekulturalny sposób się do niego zwróciłem. Dlaczego?! – to mu wytłumaczyłem. – Dlaczego?! Dlatego, ty chu..., że... Sami wiecie. A na końcu mówię: A teraz idź do kuchni, jeśli masz tam kuchnię. Następnie podejdź do piekarnika, jeśli w ogóle wiesz, co to jest piekarnik. Odkręć kurki, ale nie zapalaj. I włóż głowę do środka. Ale to już! A jeśli po dziesięciu minutach nic się nie zmieni, to zacznij włączać i wyłączać światło.

Teraz pewnie w Orange mówią: chcesz sobie poprawić humor, to zadzwoń do tego Włocha.

Po naszej rozmowie wróciłem do domu. Ledwie otworzyłem drzwi i jak w złym filmie, na mocy zmowy scenarzysty z reżyserem, od razu zadzwonił telefon stacjonarny.

– Dzień dobry. Moje nazwisko: Regiel Bożena. Zapraszam do udziału w ankiecie mającej na celu poznanie preferencji dietetycznych konsumentów. Będziemy wdzięczni za poświęcenie cennego czasu. Na uczestników ankiety czekają miłe niespodzianki. Czy mogę panu zadać dwa krótkie pytania?

– Tak – powiedziałem. – Ale pod warunkiem, że później pani odpowie na moje dwa.

– Dobrze. Panie Mikołaju, jaki posiłek w ciągu dnia jest dla pana najważniejszy?

– Śniadanie.

– Dobrze. Dziękuję. A czy uprawia pan co najmniej dwa razy w tygodniu sport?

– Nie.

– Dobrze. Dziękuję. W takim razie chciałabym pana serdecznie zaprosić na bezpłatne...

– Najpierw proszę odpowiedzieć na moje pytania. Pani Bożeno, czy po pracy też tak mechanicznie pani ze wszystkimi rozmawia?

Cisza. Może nie zrozumiała? Słyszę trzaski w słuchawce, ale nie rozłącza się. Pewnie jej nie wolno. Czekam.

– Staram się nie – jej głos zabrzmiał trochę inaczej. – Boję się tylko, że ten język wszedł mi już w nawyk. Staram się nie mówić tak do moich dzieci.

Nie było sensu dalej atakować. Ale zostało mi jeszcze jedno pytanie. O co zapytać? Nie wiedziałem.

Mikołaj Łoziński – pisarz i fotografik. Socjolog z wykształcenia. Był tłumaczem telewizji francusko-niemieckiej, zarabiał jako malarz pokojowy i asystent niewidomej psychoterapeutki. Debiutował powieścią „Reisefieber” (Znak 2006), za którą otrzymał w 2007 r. Nagrodę Fundacji im. Kościelskich. Laureat Paszportu POLITYKI w 2011 r. za powieść „Książka”. Ojciec bliźniaków. Mieszka w Warszawie.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj