Recenzja książki: Sławomir Mrożek, "Dziennik"

Dziennik widmo
Trzeci tom dziennika Sławomira Mrożka wymaga od czytelnika najwięcej cierpliwości – autor męczy się ze sobą, a czytelnik razem z nim. Scena się zawęża, nie ma dalekiej Polski (oprócz momentu wprowadzenia stanu wojennego), niewiele znajdziemy wypisów z lektur, spotkań czy komentarzy do własnej twórczości, jest tylko autoanaliza.
materiały prasowe

Ja i ja. W fascynującym pierwszym tomie widzieliśmy, jak Mrożek podejmuje ten wysiłek, przystawia krzywe lustro do siebie, mierzy się z tym, co wydawało mu się okropne. Dziennik służył mu do tego, żeby ustalić, czym jest „stan duszy”, „dusza” i w ogóle życie. Pierwszy tom zyskał wstrząsającą klamrę, którą była śmierć żony. Te zapiski były dla niego miejscem gry o najwyższą stawkę, o odzyskanie życia. „Piszę, żeby żyć” – notuje.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną