Recenzja książki: J.M. Coetzee, "Dzieciństwo Jezusa"

Świat bez pragnień
Ta książka jest przykładem na to, jak tytuł narzuca sposób lektury – gdyby nie Jezus, być może inne wątki wydawałyby się ważniejsze.
materiały prasowe

A wszystko dlatego, że to jedna z najbardziej enigmatycznych powieści J.M. Coetzeego. Może nie tak doskonała jak „Czekając na barbarzyńców” czy „Hańba”, ale pobudzająca do myślenia. Ta utopia (z elementami antyutopii) sprawia bowiem wrażenie, że czytamy nie jedną powieść, ale kilka książek nałożonych na siebie i nie do końca połączonych. Mężczyzna i chłopiec przybywają do nieokreślonej krainy, by rozpocząć nowe życie. Nie są spokrewnieni, mężczyzna chce odnaleźć zagubioną matkę chłopca, który nie jest zwyczajnym dzieckiem: rozumie więcej, widzi więcej, nie może znieść krzywdy i cierpienia.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną