Recenzja książki: Krzysztof Miller, "13 wojen i jedna"
Fotograf, który rozmawiał z trupami
Książka jest świetna, bo prosta i szczera.
materiały prasowe

Ta jedna wojna to wojna wszystkich wojen. Rozegrała się kameralnie. Na rogu Sandomierskiej i Rakowieckiej na warszawskim Mokotowie. Chyba na piątym piętrze. Głównie w kuchni. Pamiątki po tych, którzy odeszli, uprzątnięto. Jak ślady po kulach, zostały tylko wytarte do gołego podłogowe panele. To tutaj stał bujany fotel. A na nim siedział człowiek, którego zaatakowały własne wspomnienia. Ten człowiek to Krzysztof Miller. Najlepszy polski fotograf wojenny. Od kilku dni również autor świetnej książki „13 wojen i jedna”. Książka jest świetna, bo prosta i szczera. Tak jakby autor sam musiał najpierw upaść na kolana, żeby móc jeszcze raz, tym razem ze zrozumieniem, spojrzeć na własne fotografie. Zobaczyć w nich to, czego nie mógł dostrzec będąc wysportowanym człowiekiem sukcesu, który wyspecjalizował się w czymś w rodzaju wojennej turystyki. Nowym gatunku handlu, w którym inni zdrowi i wysportowani karmili się nieszczęściem gorszego świata, nieporadnie próbując go zrozumieć. I jeszcze bardziej nieporadnie próbując mu pomóc.

Pamiętam te zdjęcia i wrażenie, które na mnie zrobiły. Pamiętam je dobrze, bo wszystkie je zapomniałem. A raczej wymazałem. Wyniosłem te wszystkie trupy na strych własnej pamięci. Wymazałem wojny, tak jak ze starych fotografii usuwało się kiedyś niewygodnych bohaterów, zastępując ich czarną plamą. Ale jakieś okruchy zostały. Na przykład wspomnienie z wigilii, przy której nie dało się za długo wysiedzieć, bo w Bukareszcie jedni Rumuni strzelali do drugich i moi wujkowie się martwili, że może i oni będą musieli strzelać do siebie.

Krzysztof Miller tam był. Tradycyjnie zagrzewał się do pracy swoim „Miller, a chuj” i biegał fotografować. Tam sfotografował swojego pierwszego zabitego bohatera. Później były ich dziesiątki. Tak jak dziesiątki bitew, których już nie pamiętamy. Miller ocala ludzi, którzy w nich uczestniczyli. Zaplątanych w historię, której nie rozumieli. Albo ich przerosła. Opisuje ich po ludzku ze zrozumieniem. Tak jakby przez tę swoją wojnę nauczył się rozmawiać ze zmarłymi.

 

Krzysztof Miller, 13 wojen i jedna, Znak, Kraków 2013, s. 350

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj