Kawiarnia literacka
Miły Facet pod ochroną
Dostało mi się od miłego faceta. Za co? Za tekst o Miłym Facecie.

Zaczęło się ostro, ale skończyliśmy na omówieniu kwestii poligamii, chuci, menopauzy i osiłków. Miły Facet to zjawisko, które wyłania się z fal feminizmu. Ma wszelkie cechy inteligenta, z naciskiem na inteligencję emocjonalną. To produkt równościowy, który chce być chciany i kochany. Traktuje kobiety jak dżentelmen, a jednak obrywa, bo notorycznie zapomina trzymać gardę. Chociaż podejrzewam, że podświadomie stosuje metodę młodego psiaka, który nie wierząc we własne możliwości, pokazuje brzuch, zamiast wchodzić w zwarcie. Kiedy postępuje tak młody owczarek alzacki w konfrontacji z pekińczykiem, wywołać to może niekontrolowany wybuch radości. Jeśli mężczyzna w życiu męsko-damskim – inne wybuchy.

W poprzednim felietonie napisałam, że myślący mężczyźni są w fazie przemiany, szukają dla siebie nowego, bardziej przystającego do rzeczywistości wzorca męskości. Negują model macho, testują role quasi-kobiece. Szukają takich sposobów bycia w związku z dzisiejszą kobietą, który nie gniótłby zbytnio człowieka – ani mężczyzny, ani kobiety. Ci poszukujący mężczyźni czasem przegrywają w samczym wyścigu z chytrusami typu „zły chłopak” (nie poszukuje, podbija). Miłych to rozgorycza, czasem zniechęca do dalszych poszukiwań. Ale nie ustają. Rozumieją, że dyskryminacja oznacza cofkę, dlatego starają się zachowywać w związkach inaczej niż ich ojcowie i dziadkowie. Za to ich ogromnie szanuję.

Bywają pogubieni. Reguły gry „w kobietę i mężczyznę” są dziś tak niejasne, że sama zabawa przypomina plątanie się po polu minowym. Kobiety już jakoś wykształciły detektor min, mężczyźni, którym feminizm przyniósł przemianę, o którą nie prosili, błądzą. Takie są wątpliwe uroki przemiany. Napisałam, że powinni sami wyjść ze stadium gąsienicy, zanim przemienią się w motyla, że kobiety mogą im kibicować jako kibolki drużyny Miłych, ale nie powinny dawać się wciągać w trudy ich poszukiwań. Z dwóch powodów: żeby nie utrwalać wzorca kobiety poświęcającej się oraz by nie zadusić ich inicjatywy i pomysłów quasi-macierzyńską troską.

Wizja przemiany postfeministycznego mężczyzny tak zajęła mi umysł, że w końcu wypluł wspomnienie filmu animowanego z dzieciństwa „Makowa panienka”. Parą tytułowej panienki był motyl Emanuel. Dziś powiedzielibyśmy, że Emanuel, zwłaszcza w porównaniu z takim Wilkiem z radzieckiej bajki „Wilk i zając”, był metroseksualny. Ale lepszy metromotyl niż Pat i Pataszon czy Gucio z „Pszczółki Mai”.

Nie zamierzam dawać wskazówek Miłym, na jakich motyli mają wyrosnąć, chociaż mój postulat, żeby zostawić ich w spokoju, spotkał się z protestem. Napisał do mnie czytelnik, który się przedstawił (akt odwagi w świecie wirtualnej anonimowości; mój dziadek dostałby zawału, gdyby miał kontaktować się z kimś, kto nie odpowiedział na domyślne: „Pańska godność?”). Czytelnikowi brak aktywnego poparcia kobiet dla Miłych wydał się okrutny. Jak słusznie zauważył, Mili stanowią mniejszość, bo za plecami dyszy im obóz Osiłków. Faktycznie, o tym nie pomyślałam – Miły Facet ma wielu naturalnych wrogów: Złych Chłopaków (kiedyś się mówiło „egocentryk”) i rzeszę Osiłków, którzy nie myślą, tylko powielają wzorce siłowe, bo w ich otoczeniu sprawdzają się od pokoleń.

Czytelnik zastanawiał się, czy obecność Miłego Faceta jest faktycznie zmianą ewolucyjną, czy też produktem na zamówienie, odpowiedzią na potrzeby kobiet, którym przyda się wyręka w sprawach domowych, by mogły zająć się karierą (ale czy nie na tym polega ewolucja? Tylko patrzeć, jak wyrosną nam szóste, delikatne paluszki, by lepiej sunąć po ekranie dotykowym). Obawiał się, że kobiety wezmą pod but Miłych, będą ich wykorzystywać. Może nawet uprawiać poligamię. Tylko czekać, jak wprowadzą nakaz zakładania burek przez Miłych, a same będą wracać do domu z ramion swojego Osiłka – napisał (spodobało mi się to zdanie, nie jako wizja, stylistycznie).

Odpisałam, że mężczyźni praktykują poligamię od wieków i być może wahadło ruszyło w drugą stronę, ale zaraz zrobiło mi się głupio, bo zrozumiałam, że Miły Facet obrywałby za grzechy mniej miłego antenata. Summa summarum: zgodziliśmy się co do tego, że Miłych Facetów warto wziąć pod ochronę. Wyobraźmy sobie świat według Osiłków – brrr!

Nie zgodziliśmy się w sprawie chuci. Na sugestię, by kobiety opanowywały swoje erotyczne chęci, przypomniało mi się zdanie edukatorki seksualnej Alicji Długołęckiej: „Wierzę w wielką twórczą siłę pożądania (…) koncentrując się na silnych doznaniach ciała, automatycznie koncentrujemy się na sobie. To może być dobra energia”. Jeśli kobietę ciągnie do Osiłków czy Złych Chłopaków, to chyba nie ma co jej sugerować, że coś nie tak z jej chucią. Z całym szacunkiem dla Miłych (obiektem westchnień innej rzeszy kobiet).

Czytelnik sugerował, że erotyczne ciągoty kobiet może ukrócić „ponura wizja menopauzy”. Przypomniałam sobie znajome 50-latki – aktywne, pełne pomysłów, pogodne, mądre – ale ponure?! Nasza kultura daje kobiecie prawo istnieć tylko gdy jest płodna, potem widzi ją jako godną politowania. Czy kultura, która tak traktuje człowieka, nie jest sama godna pożałowania?

Czytelnik zastanawiał się, czy Miłemu Facetowi – mężczyźnie XXI w. – uda się przetrwać? Dlatego pomyślałam, że warto wpisać Miłego Faceta na listę gatunków objętych ochroną. Kibicuję pracowitej gąsienicy. Wykluje się z niej motyl. Niekoniecznie Emanuel.

 

Grażyna Plebanek, powieściopisarka, autorka opowiadań, dziennikarka. Pytana, czy pisze o sobie, odpowiada, że nie, bo: nie jest mężczyzną („Nielegalne związki”), wiejską młodocianą filozofką („Przystupa”), czterema zbuntowanymi dziewczynami („Dziewczyny z Portofino”), godzącą role życiowe Nadkobietą („Pudełko ze szpilkami”). Nałogowo podróżuje. Warszawianka, na pięć lat przeniosła się do Sztokholmu, obecnie mieszka w Brukseli. Jej ideał kobiecej urody to bohaterka książek Terry Pratchetta, Niania Ogg, której twarz przypominała „szczęśliwe, pomarszczone jabłko”.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj