Recenzja książki: Roland Barthes, "Dziennik żałobny"

Anatomia utraty
Ten dziennik jest miejscem, gdzie próbuje przedłużyć przyjemność, jaką było dla niego bycie z matką.
Teatr Polski we Wrocławiu/materiały prasowe

Przeżył swoją matkę tylko o trzy lata. Dzień po jej śmierci w 1977 r. Roland Barthes zaczyna prowadzić „Dziennik żałobny”, zapiski z wnętrza stanu żałoby, która „nie zużywa się, bo nie jest ciągła”. Potem dodaje, że jest „niewzruszona”. Ten wysiłek uchwycenia stanu, zapis anatomii żałoby przypomina jego wcześniejsze „Fragmenty dyskursu miłosnego”. Tam stworzył całą typologię, analizę języka miłości. Ta książka nie ma takich ambicji, jest zapisem stanu, zbiorem luźnych zapisków, bardzo trafnych i poruszających, których Barthes jednak sam nie uporządkował.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną