Recenzja książki: Arnaldur Indriđason, "Jezioro"
Zagubiony wśród zaginionych
Powieść trzyma wysoki poziom.
materiały prasowe

Obok Szweda Johana Theorina czy Fina Mattiego Rönkä Arnaldur Indriđason jest jednym z najoryginalniejszych twórców skandynawskich kryminałów. I chociaż „Jezioro” nie jest jego najlepszą powieścią, to trzyma wysoki poziom. Pisarz powraca w niej do wątku przewijającego się przez cały cykl o policjancie Erlendurze Sveinssonie z Reykjavíku – historii zaginionych ludzi. Wiąże się to z głęboką traumą komisarza, spowodowaną zaginięciem w dzieciństwie jego młodszego brata. Chłopiec nigdy się nie odnalazł, a policjant nie przepracował właściwie żałoby, co odcisnęło piętno na całym jego dorosłym życiu. Tym razem też, zamiast zajmować się sprawą szczątków mężczyzny (obciążonych starym radzieckim urządzeniem podsłuchowym), które znaleziono na dnie wyschniętego jeziora na Islandii, zafiksowuje się na przypadku sprzedawcy maszyn rolniczych, który dziesięciolecia temu wyszedł z domu po przysłowiowe zapałki i nie wrócił, pozostawiając pogrążoną przez lata w żalu narzeczoną. Policjant za wszelką cenę chce wyjaśnić tajemnicę zniknięć, ale jedynie wikła się w działania nieprzynoszące efektów, sam stając się zagubionym pośród cieni zaginionych.

Indriđason sporo miejsca poświęca w powieści historiom islandzkich komunistów, niegdyś zafascynowanych „jedynie słusznym ustrojem”. Ma to związek z jednym z głównych bohaterów książki, który lata temu studiował w NRD, co skończyło się dla niego życiową tragedią. Wielu skandynawskich autorów kryminałów przyznaje się do socjalistycznych poglądów, ale jedynie nieliczni – w tym Indriđason – zwracają uwagę na to, jak ponure w skutkach może być ideologiczne fatalne zauroczenie.

 

Arnaldur Indriđason, Jezioro, przekł. Jacek Godek, POLITYKA Sp. z o.o. SKA i W.A.B., Warszawa 2013, s. 352

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj