Recenzja książki: Małgorzata Rejmer, "Bukareszt. Kurz i krew"

Oko ośmiornicy
Najnowsza książka nie jest powieścią, tylko wielostronnym i różnorodnym portretem miasta, a właściwie czymś więcej – portretem ludzi zanurzonych w historii.
materiały prasowe

„Szczelina patrzy na mnie” – to zdanie mogłoby się znaleźć w debiutanckiej powieści Małgorzaty Rejmer „Toksymia” sprzed kilku lat, ale rozpoczyna rozdział o trzęsieniach ziemi w Bukareszcie. Najnowsza książka nie jest powieścią, tylko wielostronnym i różnorodnym portretem miasta, a właściwie czymś więcej – portretem ludzi zanurzonych w historii. Rejmer swobodnie łączy gatunki: reportaż, esej, a nawet rodzaj dramatu – używa tego gatunku, żeby opowiedzieć o egzekucji Ceauşescu.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną