Kawiarnia literacka

Polszczyzna na straży Polski
Kto wjeżdża do Polski, ten musi zaniemówić. Obcokrajowiec, który próbuje wymówić nazwę miejscowości, gdzie zamierza się udać, kończy bełkocząc i popluwając

Nikt nie wie, o co mu chodzi, gdy tak charczy i się dusi, łykając kolejne „szcz-”, „-łań-”, „-snysz”. Polska jest bezbłędnie ufortyfikowana – ortograficznie i dźwiękowo.

Ilekroć wjeżdżam do Polski i czytam nazwy mijanych miejscowości, przychodzi mi do głowy, że wymyślono je na złość wrogom. Zaczynają się tuż za granicą i są niczym kurtyna – już nie żelazna, ale ortograficzno-dźwiękowa. Odważni, którzy się za nią zapuszczą, muszą cierpieć przez cały szlak, łącznie z Dworcem Centralnym w Warszawie, gdzie wydawałoby się, że mówi się językami lub przynajmniej je rozumie.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną