Recenzja książki: Arturo Pérez-Reverte, "Mężczyzna, który tańczył tango"
Ostatni skok
Miłość, zdrada, ognisty romans, trochę perwersji, wątek szpiegowski i... szachy.
materiały prasowe

Blichtr międzywojennego salonu, wojna domowa w Hiszpanii, wreszcie: zimna wojna i KGB. Luksusowy transatlantyk i speluny boskiego Buenos Aires. Brzmi jak bestseller? Arturo Pérez-Reverte wie, jak napisać książkę, po którą czytelnicy sięgną. W „Mężczyźnie, który tańczył tango” trafiamy do wielkiego świata. A dokładniej – trafia tam Max Costa, postać wyjęta żywcem z powieści łotrzykowskiej. Argentyńczyk, wspaniały fordanser, a przy tym złodziej w białych rękawiczkach, uwodzi piękną Hiszpankę z wyższych sfer, której mąż pragnie skomponować niezapomniane tango. Krótki romans odbije się na późniejszym życiu bohaterów. Spotkanie po latach będzie okazją do wspomnień i ostatniego wielkiego występu Costy. Pérez-Reverte dba o szczegół i fabularną wiarygodność. Powieść jest może nieco przegadana, ale to literatura popularna na dobrym poziomie.

 

Arturo Pérez-Reverte, Mężczyzna, który tańczył tango, przeł. Joanna Karasek, Znak, Kraków 2013, s. 544

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj