Recenzja książki: Henning Mankell, "Nim nadejdzie mróz"
Córki i ojcowie
Zgrabnie skrojona opowieść o zbrodni oraz solidna proza psychologiczna.
materiały prasowe

Jego książki nazwać można zaangażowanymi, ponieważ Henning Mankell zwykł wplatać w kryminalne intrygi opowieści o rozmaitych problemach dręczących szwedzkie (i nie tylko) społeczeństwo. Nie inaczej jest w powieści „Nim nadejdzie mróz”, którą odczytać można jako przestrogę przed fanatyzmem religijnym zamykającym ludziom oczy na rzeczywistość i sprawiającym, że szlachetne intencje zmieniają się w swoją zbrodniczą karykaturę. Zresztą przed fanatyzmem wszelkiego rodzaju, bo wprawdzie zbrodniarzami okazują się w tej książce chrześcijanie, ale w jej zakończeniu pojawia się motyw ataku na WTC z 11 września. Jest 2001 r. Zostaje brutalnie zamordowana kobieta, której odcięte dłonie zabójca złożył jak do modlitwy. A do tego w niejasnych okolicznościach znikają przyjaciółki Lindy, córki Kurta Wallandera. Przez długi czas policjanci błądzą niczym we mgle, koniec końców wpadają na trop bardzo podejrzanej sekty religijnej.

Nim nadejdzie mróz” należy do cyklu o Wallanderze, ale akurat w tej powieści policjant z Ystad znajduje się na drugim planie. Główną bohaterką powieści jest jego córka, która po skończeniu szkoły policyjnej lada chwila ma podjąć pracę w tym samym komisariacie, z którym od lat związany jest Kurt. Nie przez przypadek, bo Mankell snuje historię nie tylko o zbrodniach i sektach, ale również o pokomplikowanych relacjach między córkami i ojcami. „Nim nadejdzie mróz” to nie tylko zgrabnie skrojona opowieść o zbrodni, ale też solidna proza psychologiczna.

 

Henning Mankell, Nim nadejdzie mróz, przeł. Ewa Wojciechowska, WAB, s. 541

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj