Recenzja książki: Wioletta Grzegorzewska, "Guguły"

Chrzęszczące winniczki
Guguły to niedojrzałe owoce. Bardzo dobry tytuł dla opowieści o dojrzewaniu.
materiały prasowe

Druga książka prozatorska Wioletty Grzegorzewskiej, poetki, która na stałe mieszka na wyspie Wight, opowiada o Wiolce ze wsi Hektary. Zaczyna się gdzieś na przełomie lat 70. i 80. (tata wraca z więzienia) i sięga aż po koniec lat 80. Te opowiadania tworzą całość, niesłychanie sugestywną i literacko dojrzałą. Rzadko trafia się proza tak „synestezyjna”, oddziałująca na wszystkie zmysły. Czujemy zapachy zgniłej sieni, słyszymy ciągłe bzyczenie much, szept babki odmawiającej litanię loretańską: „matko jakaśtam, matko jakaśtam”.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną