Fragment książki: „Duchy Belfastu"
McSorley rozsunął banknoty palcami. Kominiarka na twarzy nie była w stanie ukryć jego wściekłości.
materiały prasowe

To co, jak myślisz, kto załatwił McKennę? – spytał McSorley. Obrócił kierownicę w lewo.
Campbell obejrzał się przez ramię. Na zimnej podłodze furgonetki leżał starszy mężczyzna z głową owiniętą poszewką od poduszki. Jęczał cicho.
– Nie przejmuj się nim – rzucił McSorley. Campbell znów skierował uwagę na wijącą się przed nimi wiejską drogę. Odruchowo wcisnął stopę w wytarty dywanik, starając się zahamować za McSorleya. Przez cały dzień czekał, aż zadzwoni jego komórka.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną