Recenzja książki: Jonathan Franzen, „Dwudzieste siódme miasto”
Spisek w upadłym mieście
Zdecydowanie warto po tę powieść sięgnąć.
materiały prasowe

Zanim Jonathan Franzen stał się najważniejszym amerykańskim prozaikiem swojego pokolenia, musiał zaczekać 15 lat. Tyle minęło bowiem od jego debiutu z 1988 r. – powieści „Dwudzieste siódme miasto”, która właśnie trafia na nasz rynek, do przełomowych w karierze pisarza i niewątpliwie wybitnych „Korekt”. Pierwsza książka Franzena obraca się wokół upadku St. Louis, które w latach 70. XIX w. było czwartą co do wielkości metropolią Stanów Zjednoczonych, a sto lat później stało się ledwie „dwudziestym siódmym miastem”. W powieści jest areną zdarzeń co najmniej dziwnych. Wszystko to za sprawą hinduskiej frakcji, która zdobywa w St. Louis ogromne wpływy. Na jej czele stoi spokrewniona z Indirą Gandhi charyzmatyczna komendant miejscowej policji S. Dżemmu. Z pomocą rodaków oplata miasto siecią zależności, prowokuje społeczne niepokoje i zmierza po pełnię władzy. Źródła spisku tropi przewodzący konserwatystom prawicowiec najgorszego sortu, generał Norris. Pomaga mu w tym Martin Probst, jeden z najważniejszych lokalnych biznesmenów. Całość jest nieco przegadana, nawet najważniejszym postaciom – a bohaterów pojawia się tutaj bez liku – brakuje głębi, a poza wszystkim wydaje się, jakby Franzen chciał w niej pomieścić zbyt wiele wątków, próbując jeszcze przed trzydziestką stworzyć wielką amerykańską powieść. Ale już w debiucie poznajemy zaskakująco dojrzałego autora z wielkim narracyjnym talentem, pisarza pomysłowego, który potrafi stworzyć skomplikowaną intrygę i wciągnąć czytelnika. Choć nie do końca udaje mu się tutaj zapanować nad materią, zdecydowanie warto po tę powieść sięgnąć.

 

Jonathan Franzen, Dwudzieste siódme miasto, przeł. Witold Kurylak, Sonia Draga, Katowice 2014, s. 560

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj