Kawiarnia literacka
Piękna i bestia
Czasem sobie myślę, że takich historii nie należy opowiadać, bo zbyt są przerysowane, zbyt przypominają literacki koncept – jakby ludziom trzeba było kłaść do głowy, podkreślić czerwoną kredką, zaznaczyć kontury. A potem po raz kolejny widzę tę falę tsunami, która przelewa się przez media: coraz bardziej groteskową obsesję młodości i urody.

Natykam się na uszminkowane lolitki na kredowym papierze, na rankingi najładniejszych pogodynek i aktorek serialu „Lekarze nad rozlewiskiem na gorąco”, a także na ogromne filmowe plakaty z australijską aktorką, jedyną w historii kobietą, którą chirurgia plastyczna kompletnie pozbawiła mimiki twarzy, a Photoshop – reszty jakichkolwiek rysów, przez co na hektarze billboardu wygląda jak równomierna, różowa wydma. I wtedy myślę sobie, że jednak warto. Na odtrutkę.

Są przynajmniej dwa znane zdjęcia tych dwojga, ale to chyba bardziej poruszające. Bo są objęci. Po prawej on: dwudziestoparoletni chłopak w rozpiętej białej koszuli, z włosami zaczesanymi na bok – dziś z tymi pełnymi ustami, wydatnymi kośćmi policzkowymi i prowokującym spojrzeniem mógłby być modelem. Po lewej ona, okolona jego ramieniem, szczuplejsza i drobna; ponad ciemną bluzką z ozdobnymi guziczkami i dużą broszką rozciąga się coś, co wygląda jak duża skaza na fotografii.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj