Recenzja książki: Eleanor Catton, „Wszystko, co lśni”
Dzieło z innej epoki
Nowozelandka dzieło życia ma jeszcze raczej przed sobą, ale „Wszystko, co lśni” to wiele obiecujący początek.
materiały prasowe

Powieścią „Wszystko, co lśni” literacki świat żyje już mniej więcej od roku, kiedy Nowozelandka Eleanor Catton otrzymała za nią Nagrodę Bookera. Pobito przy okazji dwa rekordy – laur wręczono najmłodszej autorce w historii tego wyróżnienia (miała wówczas 28 lat) za książkę największej objętości (w znakomitym przekładzie Macieja Świerkockiego rzecz ma trochę ponad 900 stron). Dzieło Catton jest nie tylko sążniste, ale i karkołomne. Fabuła powieści, jakby wyjęta z XIX w., została podporządkowana prawom astrologii – nic nie dzieje się przypadkiem, każdy z bohaterów urodził się pod jakąś gwiazdą, szczęście mu sprzyja albo nie. Powodzenie ma tu znaczenie szczególne – jest 1866 r., w Nowej Zelandii panuje gorączka złota, po kruszec ściągają i ci, którzy chcą się wzbogacić, i tacy, dla których to tylko – zresztą złudna – szansa na nowe życie. Do tych drugich zalicza się Szkot Walter Moody, wplątany chcąc nie chcąc w spiralę dziwnych zdarzeń: kobieta lekkich obyczajów zostaje zatrzymana za usiłowanie popełnienia samobójstwa, jeden człowiek ginie bez wieści, innego znaleziono martwego. Incydenty, w miarę odsłaniania kulis, zaskakująco dużo łączy.

Na całość książki, jak widać, składa się mnóstwo elementów pożyczonych z kilku gatunków: kryminału, przygody, sensacji, a nawet romansu, z przewagą klasycznych rozwiązań rodem z wiktoriańskiej powieści. Ale to też rzecz o literaturze, projekt, w który Catton nas wciąga, zmuszając do czujności, myląc tropy, porzucając jednych bohaterów na rzecz innych. Przebrnąć warto, bo wszystkie wątki – nawet gdy noszą pozory chaosu i niewiele je łączy – wreszcie się spajają. A frazę ma Catton wyszlifowaną, przemyślaną, niemal matematycznie obliczoną – każdy kolejny rozdział jest nieprzypadkowo krótszy. Nowozelandka dzieło życia ma jeszcze raczej przed sobą, ale „Wszystko, co lśni” to wiele obiecujący początek.

 

Eleanor Catton, Wszystko, co lśni, przeł. Maciej Świerkocki, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014, s. 936

 

 

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj