Recenzja książki: Miron Białoszewski, „Proza stojąca, proza lecąca. Teksty rozproszone i niepublikowane”

Rajzy białoszewskie
Ta podróż jest gorzkim rozrachunkiem z własnym patriotyzmem, wykarmionym literaturą.
materiały prasowe

Pierwsze zaskoczenie jest takie, że tych tekstów rozproszonych i niepublikowanych jest dużo. To wspaniała redaktorka Marianna Sokołowska wyszperała je i podała do druku. Prawdą jest, że Białoszewski pisał mnóstwo, część z tych zapisków, „donosów rzeczywistości”, wydawała mu się zbyt ulotna (znajdziemy tu choćby ploty – a to o Iwaszkiewiczu, a to o Dąbrowskiej). Ale znalazły się tu też teksty innej wagi, wręcz doskonałe. Taka jest „Rajza”, czyli nieukończona opowieść o ewakuacji ludności Warszawy i rodziny Białoszewskiego w 1939 r. i podróży na wschód, aż do „końca mapy” i do spotkania z Armią Czerwoną. Białoszewski pisał to w 1974 r., odtwarzając swoją świadomość 17-latka. Szczegółowo opisuje podróż przez żydowskie miasteczka, chwytanie chwil normalności (czytanie Sienkiewicza na balkonie). Ta podróż jest też gorzkim rozrachunkiem z własnym patriotyzmem, wykarmionym literaturą. I tu nagle koniec, klęska, polski rząd, który też przemieszcza się na wschód, w nocy ucieka przez granicę. Wkraczającą Armię w miejscowości przygranicznej witają portrety Lenina, Stalina i Konopnickiej.

Miron Białoszewski, Proza stojąca, proza lecąca. Teksty rozproszone i niepublikowane, PIW, Warszawa 2015, s. 424

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną