Recenzja książki: Milan Kundera, „Święto nieistotności”

Koniec żartów
Niech nas nie zwiedzie lekki, żartobliwy ton książki. W istocie autor ma nam do przekazania parę bardzo istotnych przemyśleń egzystencjalnych.
materiały prasowe

Narrator „Święta nieistotności” w pewnym momencie zwraca się wprost do czytelników, jak do dobrych znajomych: „W moim słowniku niedowiarka jest jedno święte słowo: przyjaźń. Lubię czterech kumpli, z którymi was poznałem: Alaina, Ramona, Charlesa i Kalibana”. Tak jak trzech muszkieterów było czterech, tak kumpli jest w zasadzie pięciu, bo do kwartetu należałoby jeszcze dopisać D’Ardelo wydającego przyjęcie urodzinowe, na którym będą dziać się ważne rzeczy. Każdy z nich ma skłonności do szukania głębszych sensów w zdarzeniach na pierwszy rzut oka zwyczajnych. Weźmy Alaina, który zaprezentuje się nam jako pierwszy: spacerując letniego dnia po paryskiej ulicy, zwraca uwagę na dziewczyny wystawiające na widok publiczny pępek, co daje asumpt do rozległych rozmyślań nad powabem poszczególnych części kobiecego ciała. Pozostałych zajmują różnie ważne kwestie, lecz wszyscy mniej lub bardziej czują się zawiedzeni tym, co ofiaruje im życie.

Milan Kundera, Święto nieistotności, przeł. Marek Bieńczyk, Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2015, s. 112

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną