Recenzja książki: Marcin Kołodziejczyk, „Bardzo martwy sezon. Reportaże naoczne”
Polska zasypia w kalesonach
Autor ma niebywały talent do odkrywania świetnych tematów w pozornie nieciekawych sytuacjach.
materiały prasowe

„Bardzo martwy sezon” to zbiór „reportaży naocznych” publikowanych w POLITYCE w latach 2000–14. Choć w dużej mierze są to „opowieści z planety prowincja”, jak w debiutanckiej książce Kołodziejczyka, wiele mówią także o strasznych mieszczanach z zeszłorocznej „Dysforii” – pokazują bowiem to, przed czym niedawno przybyli do Warszawy nuworysze panicznie uciekali. Ubóstwo, brak perspektyw i poczucie odtrącenia połączone z tęsknotą za wielkim światem i chęcią odniesienia sukcesu – oto ich dziedzictwo. A bohaterowie „Bardzo martwego sezonu” to ich pobratymcy, którym nie starczyło zapału lub szczęścia, by wyrwać się z kręgu beznadziei. Znajdują się wśród nich amatorscy aktorzy porno, lumpenimigranci, przedstawiciele słabo opłacanych zawodów i byli pracownicy upadłych fabryk i pegeerów, którzy – jeśli nie zatopiła ich nalewka Ambasador za 6,50 – próbują jakoś dawać sobie radę w nowej rzeczywistości. Refundacja i dotacja – to modne słowa klucze, które elektryzują również Polskę B.

Marcin Kołodziejczyk, Bardzo martwy sezon. Reportaże naoczne, Wielka Litera, Warszawa 2016, s. 408

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną