Recenzja książki: Stanisław Łubieński, „Dwanaście srok za ogon”

Pst!
To zapiski ptasiarza-amatora, który dysponuje na tyle dużą wiedzą, by jego opowieści miały niezaprzeczalny walor poznawczy, a jednocześnie ma w sobie dość zapału, by jego teksty wręcz kipiały od emocji.
materiały prasowe

To zapiski ptasiarza-amatora, który dysponuje na tyle dużą wiedzą, by jego opowieści miały niezaprzeczalny walor poznawczy, a jednocześnie ma w sobie dość zapału, by jego teksty wręcz kipiały od emocji. Stanisław Łubieński ma także wyjątkowy dar pisania o tym, co zwykłe. „Dwanaście srok za ogon” nie jest książką o egzotycznych gatunkach – autor skupia się choćby na mieszkańcach miejskich parków, pokazując, że to, co bliskie, jest niesłusznie pomijane. Ptasiarstwo – jak każda pasja – ma też swoje minusy. Jest nim choćby syndrom BCD (Birding Compulsive Disorder), który może prowadzić do niezwykle niebezpiecznych sytuacji – jadący samochodem ptasiarz potrafi nagle zahamować, ponieważ na łąkach przy autostradzie dostrzegł ciekawy okaz. Zazwyczaj jednak uboczne efekty ptasiarstwa objawiają się w sposób łagodny: chodzenie z zadartą głową, uciszanie rozmówców, wreszcie – nieustanne zarażanie innych swoją namiętnością.

Stanisław Łubieński, Dwanaście srok za ogon, Czarne, Wołowiec 2016, s. 208

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną